Karola Chuchla Fotografia
BLOG

Kochany pamiętniczku! Ludzie pewnie wyczekują zdjęć wyrozbieranych modelek, a ja tu małego bloga podróżniczego zaczynam tworzyć. No, ale jak się znajduje bilety do Portugalii za kilkadziesiąt złotych, to zdrowy rozsądek nakazuje w ekspresowym tempie je rezerwować, pakować klamoty, ładować się do Ryanaira i w grudniu siedzieć w temperaturze wynoszącej 15 stopni.



Przetrzymywałam Was trochę z tymi zdjęciami, ale uwierzcie, że sama prawie rodziłam jak przyszło do ich obrabiania. Później zaczęły się jeszcze większe schody, czyli ustalanie kolejności. Wtedy to już myślałam, że księdza na ostatnie namaszczenie będę wołać. Aż w końcu dałam sobie spokój ze zdjęciami na jeden dzień. I co? I dziś skończyłam wszystko w przeciągu pół godziny (a nie - jak ostatnio - pół nocy).
W tym momencie wyobraźcie sobie tłum ludzi oklaskujących mnie na stojąco i ocierających łezkę wzruszenia. Czy coś tam.

Ale wiecie jak to chwilami jest - człowiek sobie żyje i planuje te notki. I wszystko ślicznie, pięknie, fajnie. Tylko potem wjeżdża mu ta przykra rzeczywistość, jak śmieciarka o 5 nad ranem, że tak pozwolę sobie powiedzieć. W moim przypadku, ta śmieciarka to wjeżdża nieustannie przez kilka ostatnich tygodni. No, może nawet miesięcy.

Aż w końcu przychodzi ta wiekopomna chwila i możecie nacieszyć oczy pierwszą częścią zdjęć z Lizbony. Sam wyjazd, jak to zwykle w przypadku dzikusów bywa, był organizowany na wariackich papierach i między jedną, a drugą zmianą w pracy. Jeśli zastnawiacie się jak trzeba żyć, to ja Wam powiem. Tak, żeby po zarwanej nocy i opóźnionym o kilka godzin locie, wieczorem żwawo ruszyć do pracy i usłyszeć:

- o, Karola! a ja myślałam, że ty Portugalii jesteś!
- bo jeszcze rano byłam. wróciłam chwilę temu.


Walczyłam ze sobą czy dodać tu wszystkie zdjęcia za jednym razem i mieć spokój, ale stawiam winko maryjne, że większość z Was zatrzymałaby się przy kilku, w międzyczasie zdążyła urodzić, spisać testament, generalnie - kiszka. 25 zdjęć to już i tak sporo, ale w nagrodę za obejrzenie wszystkich, szczęśliwcom wręczę laur pomyślności. Albo napiję się wina. Wódki. Trunków wysokoprocentowych.


Dobra, dobra! Bo ja tu gadam jakieś pitu pitu, a zdjęcia czekają. Nacieszcie oczy w te mrozy, bo my siedziałyśmy tam w 15 stopniach. W grudniu.
A jeśli ktoś z Was zastanawia się czy warto pakować klamoty, wsiadać w te Rajanery, żeby się tam znaleźć, to ja powiem, że totalnie. I chociaż nie należę do osób, które za każdym razem mówią, że mogłyby zamieszkać gdzieś indziej (ha, ha, ha - mówi to osoba, która po 15 przeprowadzkach przestała je w końcu liczyć... zaorane, kobieto), to Lizbona podbiła moje serce. Pogoda, rośliny, klimat, ludzie.. To jest po prostu magia. Daję mocne 3/10, w porywach do 4 nawet!

 

Z racji faktu, że jest dopiero po 20, a mnie ciągle nosi, wychodzę sobie z mieszkania, a jak już wrócę po zrobionych 10 kilometrach, to biorę się do wręczania tych laurów pomyślności, albo - w przypadku opcji numer dwa - do polewania trunków.

Ściskam, robaczki!





[Canon 5d mark III + Sigma 85mm f/1.4 + Canon 16-35mm f/2.8]
























































PORTFOLIO      |      INSTAGRAM      |      MAXMODELS      |      DEVIANTART      |      FOTOBLOG      |      SNAPCHAT: ichochla


Dodane dnia: 05.02.2019 | 04:08:49